Pożegnanie z małym białym domkiem
Witajcie Kochani!
Dzisiaj ostatni post z naszym starym mieszkaniem...
Jak wiecie nie sprzedaliśmy naszego starego 3-pokojowego mieszkania na Stegnach, postanowiliśmy je zostawić i wynajmować.
Spędziliśmy w nim 15 lat...
Kupiliśmy je mając malutką, roczną wtedy Weronikę, więc dla naszej trójki było idealne.
Mieszkanie w chwili zakupu było w opłakanym stanie, w archiwalnych postach znajdziecie jak wyglądało, bo kiedyś to pokazywałam.
15 lat temu była inna moda, inne trendy, ale również ja na tym mieszkaniu dużo się nauczyłam i przetestowałam wnętrzarskie metamorfozy. Może pamiętacie, że na początku mieliśmy żółte i pomarańczowe ściany, mocno różową sypialnię i pomarańczowe płytki w łazience...
Małymi kroczkami odkrywałam, że biel i pastele, to jest to, co mi w duszy gra, że mocne kolory może i owszem, ale w dodatkach, które łatwo zmienić.
Mieszkanie była dla nas wystarczające nawet, gdy pojawiło się drugie dziecko, bo Mikołaj najpierw był z nami w sypialni, a później dzielił pokój z siostrą. No, ale kiedy urodził się Dominik i trochę podrósł, a Weronika wydoroślała, trzeba było trochę pożonglowac pokojami:)
Musieliśmy zrezygnować z sypialni, co bolało bardzo przy każdym rozkładaniu i składaniu sofy w salonie...:) Dlatego tak doceniam każdego dnia naszą aktualną sypialnię:)
Przez pandemię stare mieszkanie opróżnialiśmy bardzo długo z naszych rzeczy i długo zwoziliśmy je do nowego, bo robiliśmy to sami, po pracy, naszym samochodem. To jest niesamowite, w ile rzeczy człowiek obrasta przez lata, a tym bardziej 5-osobowa rodzina...
Wiedziałam, że przeprowadzka będzie dobrą okazją do zrobienia porządków, pozbycia się niepotrzebnych rzeczy, ale przez to, że tak się to przeciągało, byłam już tym wszystkim po prostu zmęczona. Mieliśmy oczywiście komfort czasu, nikt nas nie poganiał, mogliśmy to robić we własnym tempie, ale z drugiej strony chcieliśmy jak najszybciej zakończyć akcję "przeprowadzka"...
Po wyniesieniu naszych rzeczy i przewiezieniu mebli do nowego mieszkania, mieszkanie było w opłakanym stanie... Odnowienia wymagały przede wszystkim ściany, ale i podłogi w pokojach dzieci. Ściany i sufity zostały wyrównane w koniecznych miejscach, przelifowane i pomalowane - w pokojach dzieci, w kuchni i przedpokoju. Z przedpokoju usunęłam też kawałek białej boazerii, a na główną ścianę przykleiłam tapetę w pasy, żeby było ciekawiej. Przemalowałam miętowe drzwi na szaro. Na podłogi w mniejszych dwóch pokojach położyliśmy nowe wykładziny dywanowe. Miały być ciemniejsze, ale bałam się, że będzie wyglądało jak w biurze. Wykładziny takie mieliśmy na samym początku, przetrwały kilka lat. Nie łudzę się, że te będą jak nowe po roku, czy dwóch, ale przynajmniej na początku najemcom będzie przyjemniej:)
Z mebli dokupiliśmy przede wszystkim wersalkę i stolik do dużego pokoju oraz materac do jednego mniejszego pokoju. Biurko narożne pierwotnie kupiłam Mikołajowi do nowego mieszkania, ale okazało się dla niego za małe, więc zostawiliśmy je tutaj. Reszta mebli, to meble, które mieliśmy już wcześniej.
Czy warto było włożyć tyle pracy, czasu i pieniędzy w remont i odświeżenie?
Warto było:)
Ogłoszenie wystawiłam w niedzielę, w poniedziałek przyszła pierwsza klienta i od ręki je wynajęła:)
Później miałam jeszcze sporo telefonów, więc zainteresowanie było duże i na pewno szybko nowy najemca by się znalazł.
Takie mam przemyślenia po akcji przygotowywania naszego mieszkania na wynajem - przede wszystkim żeby było czysto, schludnie i nie zagracone. Żeby mieszkanie na wynajem nie było zbieraniną przypadkowych mebli. Żeby zastosować neutralne, ale nie nudne kolory. Żeby mimo wszystko było ciekawie i przytulnie. Żeby zrobić ładne jasne zdjęcia w dziennym świetle podkreślające atuty mieszkania. Żeby zdjęcia zgadzały się z rzeczywistością i opisem, który umieścimy w ogłoszeniu.
Niby tak niewiele, ale sporo:)
No to zapraszam na ostatnią wycieczkę po małym białym domku:)
Posting Komentar
Posting Komentar